poniedziałek, 27 sierpnia 2012

sacrum

Wszystko się kiedyś zaczyna, niestety to coś kiedyś musi się skończyć. Nigdy nikt nie myśli że niezwykłe rzeczy trwają krótko, ludzie najbardziej wartościowi znikają gdy naprawdę się do nich przywiążemy. Cały czas mieć kogoś przy sobie, chociaż nie wiesz ile was łączy, to i tak bardzo Ci go brakuje. Właśnie teraz gdy z dnia na dzień po prostu zniknął..nie wiesz co masz robić. Nigdy nie spodziewałaś się że można przywiązać się do prawie obcej osoby. Nigdy nie czułeś takiej pustki.. miłość mogłaby odejść..nie martwiłaby się zbytnio bo jak nie ten to przyjdzie następny..Taki człowiek zdarza się w życiu tylko raz. Może jeszcze się spotkamy, może nas zapamiętałeś, może jeszcze wszystko wróci. W życiu piękne są tylko chwilę, musimy się liczyć z konsekwencjami swoich czynów..teraz to wiem... Nikt tak bardzo nie pokazał mi jak można pomagać ludziom ,co to znaczy bezinteresowna i serdeczna pomoc. Nic tak bardzo nie cieszy niż uśmiech na twarzy drugiego człowieka.  Wszystko stało się tak szybko.. Moje postrzeganie świata tak bardzo się zmieniło, nabrałam więcej kontroli nad wszystkim. Ten jakże ciężki rok był tylko cichym tłem do mojego życia. Następne lata nie będą lepsze, na pewno nie będą łatwiejsze. Rozmowa daje wiele, wiele można zadziałać wiedząc że jest osoba która myśli o tobie i wierzy w Ciebie..wie że to co robisz mimo że jest trudno to spróbujesz temu sprostać. Nic tak bardzo nie pomaga jak myśl że jest ktoś kto nigdy nie zwątpi w Ciebie, że gdy będzie Ci ciężko stanie obok byś nie był sam, wtedy gdy najbardziej potrzebujesz czyjeś obecności. Wie czego się boisz, wie doskonale jaki czy jaka jesteś. Zna Cię naprawdę. Nie potrzebuję żadnych pytań..ani odpowiedzi..ufa Ci całym sobą. Chce byś czuł się wyjątkowy, by każdy z nas nie zapominał o ty że wszyscy jesteśmy inni i to w nas najpiękniejsze. Jednak jest tylko człowiekiem którego dotyka to samo zło, które dręczy nas wszystko. Jego nawet bardziej bo jest narażony na większą zawiść i zazdrość. Nikomu nie może się sprzeciwić. Nikt tak jak on ie potrafi kochać ludzi..jednak ludzi nie zawsze kochają jego...i to jest smutne że wrażliwość ludzka umiera.. Zwłaszcza jeśli chodzi o tak wartościowych ludzi..Którzy nie boją się własnych przekonań i myśli..którzy działają nie dla swojego dobra tylko dla dobra innych. Taką drogę wybrał by służyć ludziom i za to Bogu dziękuje..Dziękuje że postawiłeś na moje życiowej ścieżce właśnie Jego, który pokazał mi jak wiele mogę zdziałać i jakim mam być człowiekiem

sobota, 11 sierpnia 2012

nic nie może wiecznie trwać...

Od jakiegoś czasu czuje się nieswojo we własnym ciele. Nie mogę uwierzyć że to nadal ja, ta sama osoba w tym samym ciele. Wszystko jest dla mnie inne. Każde zdania wydalają się wypowiedziane nie prze zemnie ale zupełnie obcą mi osobę. Nie poznaje sama siebie.. Coś niewiarygodnego stało się ze mną. Wszystko straciło jakikolwiek sens. Wszystko co było przedtem znikło gdzieś, to co jest teraz nie potrafi się zatrzymać tylko biegnie a ja nie umiem cieszyć się tym wszystkim, to co będzie nie cieszy mnie zbytnio. Nie jestem już do niczego potrzeba, czy też zdolna.. człowiek przestający marzyć, przestaje być człowiekiem...staje się już tylko istotą żywą nie dążącą do niczego, bo nie ma już żadnego celu. To nieprawda że nie chce marzyć.. boje się mieć marzenia. Boję się że znowu wszystko przepadnie, że znowu zniszczę wszystko, że nie będę potrafiła być taka jak chce. Tyle razy powtarzałam sobie że pora się zmienić.. trzeba pozostawić do co było a zacząć nowy etap tak jak chce żeby już całe moje życie tak wyglądało. Może i na początku wydawało mi się to łatwym celem do osiągnięcia, tak na półmetku osłabła moja motywacja.. a właściwie znikła. Nie było to spowodowane  tym że nie chciałam tych zmian, jednak utwierdzali mnie w przekonaniu że wyjątkową osobę jaką jestem nie można chcieć zmieniać, że muszę pozostać sobą cokolwiek by się działo...posłuchałam.. Gdyby skończyło się tak jak chciałam może i była bym teraz szczęśliwa jak nigdy. Lecz teraz czuję się obcą osobą  dla siebie.. Udawałam wszystko, udaje nadal..nie potrafię zacząć funkcjonować jak dawniej, jak pół roku  temu. Ten cały rok był przedziwnym rokiem, jednak to ostatnie kilka miesięcy..teraz czas nabrał innego znaczenia, całkiem przestałam myśleć o przyszłości co było moim błędem..Próbowano mnie motywować do rozpoczęcia dalszej walki o swój los, o lepszą mnie..nie dla nich tylko dla mnie samej, by mi żyło się przyjemniej, lepiej..może po prostu prościej. Wszystko się skomplikowało.. sama boję się cokolwiek zrobić..nikt nigdy nie widział siebie tak bardzo przerażoną, a teraz ja sama powoli otwieram oczy na to, co tak naprawdę się stało. Boję się kolejnej życiowej porażki..nie potrafię już Cieszyć się z tego co kiedyś wywoływało u mnie wielki zachwyt i nieopisaną radość. Teraz boję się.. boję się że tak na prawdę w niczym nie jestem dobra, że nigdy nie byłam w czymś dobra.. Jedyna rzecz która sprawiała że czułam się wyjątkowa już nie jest dla mnie ukojeniem. To wszystko zaczęło się i musi się skończyć w mojej głowie. Nikt nie powinien obierać mi moich marzeń, jednak sama na to pozwalam. Powinnam się podnieść i pokazać że moje marzenia są nadal aktualne i jeszcze  wytrwalej będę do nich dążyła. To co się stało zmieniło mnie, nie poznaje już sama siebie..może odeszłam w mentalnym tego słowa znaczeniu, jednak fizycznie jeszcze istnieje. Nie mogę pozwolić na to by ktoś wpisał mnie na listę strat. Mam nadzieje, już niestety nie pewność że to była kolejna próba na to czy jestem na tyle wartościowym człowiekiem by traktować mnie na równie sobie. Mam nadzieje że zdałam..Mimo wszystko..ta porażka była potrzebna, by odnaleźć pokorę w sobie którą gdzieś po drodze do celu mogłam zagubić. Nie pozwolę już bym sama pozwalała sobie być na przegranej pozycji i samej interpretować różne rzeczy negatywnie. Chociaż ludzie dookoła mnie życzą mi dobrze i bardziej wierzą we mnie niż ja sama. Nic nie może przeszkodzić mi w byciu doskonałą tak jak chciałam od samego początku, nic nie powinno mnie rozpraszać. Zostałam z tym sama, Ci którzy wydawali się wszytko rozumieć i starali się mi pomóc tak na prawdę nigdy nie istnieli. Myśląc że mogę im zaufać, dałam im kolejny powód do obrzucania mnie błotem. Nikt nie był moim przyjacielem, wszyscy tak niepozorne i za moimi plecami śmiali się ze mnie. Dzisiaj dotarło do mnie że Ci których uważałam za przyjaciół są gorsi od wrogów. Wiem że mam wiele problemów, wiem że te problemy są związane z tym co się stało w ostatnich miesiącach..jednak nikt nie próbuje mi pomóc..nikt nie stara się zrozumieć. Co dnia słyszę; i tak będzie jak dawniej, nie jesteś na tyle rozsądna żeby to przerwać. Nie potrafię, to jet silniejsze ode mnie... Jednak miałam nadzieje że znalazłam prawdziwych przyjaciół którzy to rozumieją, a nie potraktują mnie jak dziwaczkę, która nie próbuje z tym walczyć bo uważa to przyjemność.. "Przyjemność" która niszczy mnie wewnętrznie, mająca większą władzę nade mną niż ja sama... nigdy nie wrócę do normy..to "COŚ" już na zawsze będzie żyło we mnie. Może i jestem zakochaną idealistką która pragnie żyć według swoich wytyczonych reguł, może pragnę akceptacji z każdej strony.. możliwe że to ja jestem wszystkiemu winna.. jednak wiem że najbardziej rani mnie to że zawsze byłam sama. Nikt nie potrzebował mnie po prostu, nigdy nikogo nie obchodziłam. Jestem zwyczajnym etapem życia który każdy musi przejść.. inni walczą razem, a jak przegrałam sama..Będę dalej "zadurzona" w lepszym, piękniejszym życiu, gdzie nikt nikogo nie udaje.. na pewno nie udaję że jest moim przyjacielem..którego nigdy nie miałam, bo wreszcie dziś to zrozumiałam.